Monthly Archives: Czerwiec 2014

Niedzielne dlugie wybieganie.

Jak co niedziela rano poszedłem pobiegać do lasu. Początek był ciężki z racji obfitego śniadania / jajecznica z pomidorami / ale bardziej chyba odczuwałem wczorajsze  % 🙂 Po raz pierwszy wziąłem ze sobą oprócz batonika również żel energetyczny / NUTREND ENDUROSNACK / Powoli się rozkręciłem , tempo w granicach 5:30 , po 11 km zawitałem do wodopoju ; 0,7 cisowianki i dalej. W lesie kilku biegaczy i kilkunastu chodziarzy nordic walking. Po ok 15 km zaczęły mnie piec sutki – strasznie wkurzające i bolące.  Nowa koszulka z biegu uniwersyteckiego chyba nie jest dobra dla mnie , jest za duża i po nasiąknięciu potem zaczęła mnie ocierać 😦 Ale co tam zaciągnąłem ją za kark i biegłem dalej z gołą klatą 🙂 Mocno osłabiony parłem do przodu , woda się skończyła więc sięgnąłem po żel – okazał się okropnie słodki i było go mało / saszetka 35 gr /. Ciężko dysząc dobiegłem do Orlenu zakupiłem PrincePolo i wodę  i poleciałem dalej w stronę domu. Siły jakby mi wróciły i zupełnie lekko biegłem przez las czując się jak na 5 km a nie 25 ! W sumie wyszło 26,16 km w czasie 2:27:01, średnie tempo  5:37 / bez pauzy /. 

Plusy : – brak otarcia na palacach u nóg / jednak Asicsy są lepsze od Mizuno / –  forma chyba jest bo byłem w stanie biec dalej 🙂

Minusy – otarte,bolące sutki

 

Reklamy

Bieg Uniwersytecki na 15-lecie UWM

W sobotę 21/06/2014 wystartowałem w biegu na 15 km pt. Bieg Uniwersytecki . Zapisałem się niejako przypadkiem ponieważ mąż koleżanki z pracy też biegł więc mnie poinformowała ( dzięki Żania ). Zapisało się 300 osób zgodnie z limitem , patrząc na listę startową pomyślałem , że będzie dobrze jak będę na finiszu w okolicy środka.. Start do biegu o godz. 11:00 a na 10 min przed, zaczęło lać. Zmokłem ja i kolega z którym biegłem czyli Piotrek W. ale mokli wszyscy po równo łącznie z dziewczynami z grupy taneczno-rozgrzewkowej 🙂 start do biegu

 

3,2,1 START i ruszyliśmy , początek tradycyjnie w moim  wydaniu spokojnie , tempo w granicach 4:55. Po dwóch kilometrach zacząłem delikatnie przyspieszać i ustabilizowałem tempo na 4:40. Trasa przypadła mi do gustu bo -primo : znam te tereny jak własną kieszeń a -secundo  było w miarę równo i płasko. Należy podkreślić świetną organizację biegu tzn. punkty z wodą i bananami , ochroniarze i straż miejska w newralgicznych miejscach np. przy skrzyżowaniach, dobre oznaczenie trasy , i tylko szkoda że pogoda odstraszyła kibiców – może za rok będzie lepsza. Spokojnie i jednostajnie parłem do przodu mijając kolejnych biegaczy / uwielbiam ten moment / zauważyłem, że na podbiegach wyraźnie mam lepsze tempo od innych. Myślę, że to zasługa biegania crossów po lesie a nadewszystko mojej bezmięsnej diety. Klika razy piłem wodę podsną przez obsługę oraz jeden raz banana 🙂 Po 10 km przyspieszyłem i w zasadzie frunąłem do mety , kocham to uczucie lekkości i wiary że naprawdę mogę 🙂 Do końca leciałem po 4:15 i na stadion wpadłem sam , dostałem medal , banana i wodę. Czas 1:07:33 średnia wyszła 4:36 według Tomtoma a oficjanie według organizatora : 1:07:29 , średnia 4:30 , miejsce 60 w Open. Super wynik a przy okazji poprawiłem życiówkę na 10km która wynosi od dzisiaj 45:12 !medal

Popołudniowy run

Po przymusowym odpoczynku od biegania z powodu odcisku na palcu z ogromną przyjemnością „poleciałem” do lasu. Buty Asics na teren – bardzo wygodne więc byłem spokojny o palec. Ruszyłem wolniutko delektując się otoczeniem. Nareszcie ul.Leśna została oswobodzona od dużej ilości samochodów bo zamknięto ulicę Wąwozową 🙂

ślepa ulica

W znakomitym humorze ruszyłem w stronę Łyny i elektrowni , podbiegi i zbiegi bardzo mi się podobały ale .. Jakieś 2 godziny wcześniej jadłem placki ziemniaczane z avocado , i teraz mi się odbijało ziemniakami. Ale nic to parłem do przodu i cieszyłem oko pięknymi krajobrazami wokół. Po pętelce leśnej przekroczyłem Łynę koło elektrowni i z ogromną, niekłamaną przyjemnościa pobiegłem zobaczyć zamkniętą ul.Wąwozową :

zakaz wjazdu :)

Dalej leśną w stronę domu , w cyfrach wyszło to tak :

Dystans
12.74 km
Czas trwania
1g:11m:42s
Średnia prękość
5:38 min/km
Kalorie
1093 kcal
Min wysokość
93 m
Max wysokość
145 m
Łącznie w górę
90 m
Łącznie w dół
90 m

Bieganie o zachodzie slonca

Wieczorne bieganie ma swoje plusy i minusy.

Plusy : – wogóle , że znalazłem na to czas 🙂  – jest spokojnie na drodze , mało samochodów i ludzi – jest chłodno

a minusy : – zawsze jest problem , żeby się ruszyć bo trzeba najpierw zrobić to i tamto  – często mam problem z tym co jadłem cały dzień w sensie , że rano to wiadomo śniadanko i heja a wieczorem z jedzeniem jest różnie .. – wracasz do domu jest późno , szybki prysznic coś przekąsisz i w zasadzie spać

No ale cieszę się , że udało mi się wyjść pobiegać , bez konkretnego planu. Oczywiście początek to Leśna – pusta , z chłodnym cieniem , rozśpiewana ptakami aż się chce żyć .. Dalej Likusy i nad Krzywe , kontrolnie sprawdzić jak idą roboty ze ścieżką wokół jeziora / idą dobrze / Dobiegłem do nowego asfaltu w stronę plaży nudystów i tam tradycyjnie podkręciłem tempo , zrobiłem kilka mocnych interwałow po ok. 4 min/km . Potem 0,5 wody na lotosie i dalej spokojnie w stronę domu, Niestety na ok 8 km zaczął mi dokuczać odcisk na palcu / to zasługa niedzielnego biegania po plaży – jak ten David Hasselhoff tyle biegał w Baywatchu ? / Z butelką w ręku pobiegłem dalej , w sumie wyszło 13.76 km w 1g:14m:45s , jeszcze obowiązkowe rozciąganie a potem zdjąłem buty, obejżałem swój fioletowy palec i poszedłem do domu / po drodze wypijając piwo z sąsiadem 🙂

 Obrazek

 

Niedzielny wypad na morze !

Prognozy pogody się sprawdziły i niedziela była piękna.O godz. 12 wylądowaliśmy na plaży w Jantarze , 24 stopnie , słońce i wiatr.Na szczęscie tym razem udało się zaparkować w miarę blisko , więc toboły szybko wylądowały na kocu na plaży / a nie jak zwykle tzn. obładowany niczym beduin na pustyni ledwie wlokłem się do przodu po piasku. Nasza mała pierwszy raz świadomie była nad morzem ; oszalała z radości. 

Po ok 2 godzinach ‚byczenia’ postanowiłem się ruszyć , zegarek na rękę , skarpetki + trampeczki ( ! ) i heja. Poleciałem w stronę ujścia Wisły , po drodze tłumy plażowiczów , psy , zbieracze bursztynu a nade wszystko patyki, puszki , butelki jednym słowem cały syf , który morze wyrzuca na brzeg. Nie wygląda to przyjemnie ale co tam , biegnę do przodu na tempo prawie nie patrzę bo po co ? Nie dobiegłem do ujścia tylko zawróciłem , miejscami przyspieszyłem do ok. 4:15 min/km – w sumie wyszło ponad 8 km. Spocony i rozgrzany skoczyłem do morza – suuper ! Chwilę się popluskałem i wyszedłem oschnąć na słońcu i obejzeć straty / odcisk na  palcu czerwony jak burak – to efekt ‚trampeczek’ , cóż co zrobić..

In the sunshine

Dzień zaczął się od cudownego słońca więc grzechem byłoby tego nie wykorzystać ..

Po południu znalazłem czas , więc szybka zmiana ubioru , parę łyków wody i na Leśną. Małe problemy z zegarkiem na początku , reset i do przodu. Nastawiłem się przy okazji na opalanie więc gdy wybiegłem na słońce , koszulka ‚out ‚. Świetne uczucie bo słoneczko grzeje i do tego wiaterek wieje.Tempo spokojne po rozgrzaniu trochę przyspieszyłem na zmianę wolno/szybko. Przebiegając obok Hosianum natknąłem się chyba na jakąś konferencje , mnóstwo księży i alumnów w sutannach a tu leci gość bez koszulki , mieli fajne miny 🙂

Powrót via jez.Długie a tam tłok jak w Alfie. Kupa rowerzystów których nie rozumiem po co się pchać nad Długie , jakby mało było ścieżek w lesie? Na koniec mocny podbieg i ogromna chęć wskoczenia do wody ale się powstrzymałem / wskoczyłem pod prysznic /

W sumie wyszło 12 km udanego biegu w pełnym słoneczku.:)

 

Trochę szybciej ..

ZZe względu na ograniczony czas , postanowiłem pobiegać krócej ale intensywniej 🙂 Ustawiłęm sobie w zegarku interwały po 0,5 km z przerwą 0,2 km , oczywiście rozgrzewka 10 min i schłodzenie.Ruszyłem spokojnie a potem ‚ogień’ i znowu spokojnie i tak na zmianę.Momentami traciłem oddech ale parłem naprzód .. Na leśnej wysyp rowerzystów i 1 biegacz / ale jaki ; Andrzej Techgraph / 

Poszło bardzo dobrze , nawet się nie schładzałem tylko poleciałem dalej tak żeby średnią utrzymać na 4:50. Po powrocie jeszcze wieczorne pichcenie / sushi / 

 

 

Bardzo przyjemna osiemnastka :)

Wczoraj po pracy postanowiłem wykorzysać ładną pogodę i pobiegać po terenie.Godzina po 18 , ciepło miejscami parno.

Wybrałem się do lasu i biegłem wzdłóż Łyny do elektrowni , mnóstwo pagórków – miodzio. Pod górkę i za chwilę z góry , ptaki śpiewają , aż chce się połykać kolejne kilometry 🙂 W sumie to niesamowite , że mamy tuż obok siebie takie piękne tereny.W lesie kilku biegaczy i rowerzystów.Miejscami dość niebiezpiecznie ze względu na wystające z ziemi korzenie – przypomniała mi się  rada chyba Scotta Jurka : jeżeli zastanawiasz się czy postawić 1 czy 2 kroki to postaw 3 i to święta prawda.Tempa nie liczyłem tak fajnie się biegło , oby tak zawsze!

Po około 12 km tradycyjnie Orlen i 0,7 wody , i dalej do lasu 🙂 W sumie wyszło ponad 18 km i najciekawsze , że podczas biegu czułem się mega lekko – to na pewno ‚wina’ diety bezmięsnej / 2 tydzień / 

Copernicus Run 2014

Niedziela  1 czerwca operacja pt. Copernicus Run , czyli 10 km.

Podszedłem do tematu na luzie , zobacze jak będzie.

Pyszne śniadanko na początek : naleśniki z nutellą , truskawkami i bananem 🙂

Godzinę przed umówiłem się z Piotrkiem pod mc’d , spokojnie dobiegłem i razem ruszyliśmy na start.

Tłum ludzi już oczekiwał startu , zapisało się ponad 600 osób / to chyba olsztyński rekord ? /

Adrenalinka powoli zaczyna się podnościć , wspólna rozgrzewka i na start. Jako , że nie planowałem się ścigać staneliśmy w środku stawki , 3,2,1 START !

Ruszyliśmy spokojnie tylko Kamil wystrzelił do przodu – nastawił się na wynik. Piłsudskiego do ronda i nawrót do Głowackiego i nawrót , i dalej mój ulubiony fragment głowną ulicą miasta , środkiem asfaltu , samochody stoją z boku a ty biegniesz i czujesz się jakbyś mógł wszystko 🙂 

Powoli wyprzedzamy , tempo 4:45 – 4:50 , dobiegamy do Grunwaldzkiej i pierwsi odpadają na podbiegu , my lecimy równo.

Od początku biegu sucho w gardle i marzy mi sie wodopój , na szczęście pod wiaduktem czekali wolontariusze  z wodą ,DZIĘKI.

Kubeczek w rękę , łyk , łyk , łyk – szybkie zakrztuszenie i lecimy dalej. Dobiegamy do jeziora i poczułem się jak u siebie / w  końcu / , redukcja i gaz – tempo 4:30 ,  w lesie wąsko i trzeba było uważać przy wyprzedzaniu.

Niespodzianka pojazwiła się na 7 km w postaci ostrego podbiegu – co niektórzy ledwie człapali , ja jeszcze bardziej przycisnąłem , poczułem się dziwnie lekko / czyżby dieta wegetariańska działa ? / i mijałem kolejnych zawodników.

Powrót do ścieżki nad jez.Długim , dobre tempo , przy mostku przybijam piątkę z Weją , kolejne łyki wody i dalej , za dworcem zach.w końcu doszedłem Kamila 🙂

Podbieg pod Inką – i Wysoka Brama , tłum dopinguje , jest fajnieee.

Finisz pod górę , tempo poniżej 4 min/km , meta , medal od prezydenta , woda i uffff – nareszcie koniec 🙂

Czas 46 : 07 jestem bardzo zadowolony

Obrazek